Temat: ej koledzy ;-)
Nie dajcie sie wyleszczyc przed speedem Swietego Mikolaja :-)
I pozdrawiam
Mariusz
Nie dajcie się , nie dajcie. Łatwo powiedzieć.
Sęk w tym, że ony Mikołaj nowoczesny teraz jest.
GPS-a ma a tradycyjne sanki wyłącznie do zjazdu zamienił na skuter śnieżny
i może zapylać ewentualnie pod górkę tyż. Zatem trzymta się i nie dajta sie
wyrolować. Słoń nie jest tak zwinny jak kameleon... He He Zatem patrzeć na
obroty (czy jałowe czy na biegu) i siadać przodem do kierunku obranej jazdy.
Tyle. Proste jak budowa cepa. Howk.
Pzdr. Wigwam
GPS-a ma a tradycyjne sanki wyłącznie do zjazdu zamienił na skuter śnieżny
i może zapylać ewentualnie pod górkę tyż. Zatem trzymta się i nie dajta
sie
wyrolować. Słoń nie jest tak zwinny jak kameleon... He He Zatem patrzeć na
obroty (czy jałowe czy na biegu) i siadać przodem do kierunku obranej
jazdy.
Tyle. Proste jak budowa cepa. Howk.
Brytyjczycy chcą mu zakłócić GPSa zmieniając Święta Bożego Narodzenia na
jakiś debilowaty termin.
Chociaż to tak naprawdę to jest Święty Cocacołaj ten z reniferami; więc może
i dobrze.
Cikawe, czy zakażą używać muzułmańskich nazw świąt.
Stawiam garnek złota przeciw niczemu, że nie.
Howgh
http://www.walbrzych.info/?wczytaj=wiadomosci&kategoria=News&show=3576
Prezydent Wałbrzycha Piotr Kruczkowski, starosta wałbrzyski Augustyn
Skrętkowicz, zastępca burmistrza Szczawna Zdroju Urszula Burek oraz
burmistrz Boguszowa Gorc Marian Nogaś podpisali w wałbrzyskim ratuszu list
intencyjny dotyczący podjęcia wspólnych działań związanych z realizacją
projektu "Trasa rekreacyjna po nasypie kolejowym Wałbrzych - Szczawno
Zdrój - Boguszów Gorce".
To pierwszy krok rozpoczynający prace w tym zakresie. Kolejnymi będą
wystąpienie do PKP o przejęcie przez gminy uczestniczące w projekcie nasypu
kolejowego, sporządzenie dokumentacji technicznej i kosztorysu inwestycji,
sporządzenie wniosku aplikacyjnego o dofinansowanie zadania w ramach
Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Dolnośląskiego a ostatnim
realizacja projektu i jego promocja.
Cele projektu:
Stworzenie unikatowej na skalę kraju trasy turystyczno - rekreacyjnej;
Wzbogacenie oferty turystyczno - rekreacyjnej regionu;
Wykorzystanie istniejącego waloru turystycznego i podniesienie
atrakcyjności turystycznej regionu.
Funkcje trasy rekreacyjnej:
Trasa rowerowa;
Trasa biegowa;
Trasa dla rolek, skirolek, nartorolek;
Trasa narciarstwa biegowego.
Zakres rzeczowy realizacji inwestycji:
Wykonanie nawierzchni utwardzonej;
Modernizacja wiaduktów kolejowych;
Budowa dróg dojazdowych do trasy;
Budowa parkingów;
Zabezpieczenie materiału skalnego przed osuwaniem;
Budowa punktów wypoczynkowo - widokowych;
Budowa wypożyczalni sprzętu sportowego i infrastruktury towarzyszącej;
Montaż oświetlenia (opcjonalnie);
Montaż monitoringu (opcjonalnie);
Promocja inwestycji;
Zakup sprzętu do utrzymania trasy rekreacyjnej np. skutery śnieżne;
straf
Głos doświadczenia podpowiada, że każda maszyna się psuje. Potwierdza
to nauka-nie-para zasadą rosnącej entropii. Ciężko by było dać dzikim
maszynę i ufać, że nie spieprzą jej w pierwszy dzień użytkowania.
Maszyny są strasznie nieintuicyjne, nienaturalne i wrażliwe na
uszkodzenia.
Jakim znowu dzikusom? Do opiekowania się maszyną byli wyznaczeni
najwyżsi "kapłani", pochodzący z najwyższych rodów (więc nie z
łapanki, wykształceni jak na owe czasy) i dostali szczegółowe
instrukcje jak ją obsługiwać.
Jedem kapłan czytał co należy zrobić, np. "pociągnij za dźwignię", ten
przy maszynie odpowiadał "dźwignia pociągnięta" itd.
W ten sam sposób serwisuje się np. współczesne samoloty. Jest lista
kroków i jeden serwisant ją odczytuje, drugi realizuje i potwierdza.
Tak zapobiega się pomyłkom i przeoczeniom. Z pamęci to pan Henio może
zlewozmywak reperować, a i tak czasem przykręci syfon do góry nogami.
Co innego budowa maszyny, co innego jej używanie. To drugie jest dużo
łatwiejsze, szczególnie przy idiotoodpornej konstrukcji i
przestrzeganiu instrukcji.
W razie czego maszyna miała radiostację, i kapłan wypowiadając
stosowne zaklęcie mógł się porozumieć z pomocą techniczną wyznaczoną
przez owe bóstwo. Gdzieś widziałem jakiś fragment tekstu, w któym
pisało, że konkretni "aniołowie" byli oddelegowani do odbierania
meldunków z maszyny.
Druga radiostacja była noszona przez najwyższego kapłana na piersiach,
jako rodzaj naszyjnika (zwykłe naszyjniki raczej nie gadają i nie mają
mrugających lampek).
Mamy dzisiaj doświadczenia z aborygenami w australii i eskimosami w
kanadzie.
Ale synowie wodza to zapewne studiowaii na Harvardzie, mają telefon
satelitarny i skuter śnieżny.
Z połową Polaków także jest problem. Przy obsłudze komputera wiedzą
którą ikonkę nacisnąć by coś się wydarzyło, ale dać takiemu linuksa to
zawału dostanie.
Krótko mówiąc wizja jakichkolwiek
kosmicznych maszyn ofiarowanych ludziom w starożytności przez ufoli
wygląda marnie.
Wcale nie wygląda. Sporo tekstów starożytnych opisuje maszyny, ale
więøszość używają bogowie.
W Chinach była epoka, podczas której konstruowano androidy. Były
niemal nieodróżnialne od ludzi, udawały żebraków czy muzykantów.
Później zarzucono ich budowę.
Nie wspominając o Indiach. Nie dość że opisy, to w dodatku zasady
budowy i eksploatacji, w tym maszyn latających z napędem
elektromagnetycznym.
Może autorzy byli naćpani, ale mieli na tyle realistyczne wizje, że po
dziś dzień pozostały ruiny miast zniszczonych bronią jądrową.
A współcześni naukowcy jak zwykle są sto lat za murzynami i nadal
uważają, że statek kosmiczny musi coś wyrzucać, czy to spaliny, czy
naładowane cząstki. Napęd elektromagnetyczny jest niesamowicie
prosty.
Eksperyment ma na celu dowiedzieć się czy myśl przekazana przez byt
wyższy ma wpływ na zasady fizyki (w tym wypadku na grawitację) - czyli
czy isnieje softłer do materii?
Jak nie istnieje? Dlaczego elektrony przyciągają się z siłą wprost
proporcjonalną do ładunków i odwrotnie porporcjonalną do kwadratu
odległości? Skąd one wiedzą z jaką siłą mają oddziaływać?
Skoro materia przestrzega praw matematyki, to znaczy że działa według
jakiegoś narzuconego programu.